Wyjątkowo niskim zainteresowaniem cieszyła się pucharowa potyczka Amiki i Zagłębia. Na trybunach zasiadło niewiele ponad czterystu widzów, którzy przez większość czasu oglądali dość słabe widowisko. Po porażce w rozgrywkach o puchar UEFA trener gospodarzy Maciej Skorża dał odpocząć siedmiu zawodnikom jednak na nie wiele się to zdało. Amika w dalszym ciągu grała bardzo chaotycznie i niedokładnie.
Piłkarze Zagłębia przystąpili do meczu mocno cofnięci pod własną bramkę i przez pierwsze dwadzieścia minut ograniczali się do kontrataków. Wraz z upływem czasu lubinianie radzili sobie na boisku co raz lepiej i z co raz większą swobodą i to oni jako pierwsi przeprowadzili akcję, która mogła dać im prowadzenie. W 27 minucie obrońcom Amiki urwał się Mierzejewski, jednak w polu karnym zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału a gdy już się na niego zdecydował powracający defensorzy zdołali zablokować jego strzał. Tuż przed przerwą na strzał z dystansu zdecydował się Szczypkowski, jednak piłka trafiła w środek bramki i golkiper gospodarzy nie miał najmniejszych problemów z jego obroną.
Tuż po zmianie stron lubinianie objęli prowadzenie. Najpierw Łukasz Mierzejewski przechwycił piłkę wybijaną przez obrońców Amiki, następnie wbiegł z nią w pole karne i w chwili gdy składał się do strzału został podcięty przez Michała Stasiaka za co arbiter podyktował rzut karny pewnie wykorzystany przez Szczypkowskiego.
Po stracie bramki gospodarze zaatakowali zdecydowanie odważniej. W 58 minucie na boisku pojawił się najlepszy zawodnik Amiki Paweł Kryszałowicz co znacznie rozruszało szeregi Amiki. Na efekty jego obecności na boisku kibice musieli czekać do 80 minuty. Wówczas to Kryszałowicz otrzymał podanie z głębi pola od Pawła Skrzypka, oszukał defensorów Zagłębia i będąc sam na sam ze Szmatułą nie zmarnował okazji i doprowadził do wyrównania.
Losy meczu rozstrzygnęły się tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego i ponownie dał o sobie znać Kryszałowicz. Napastnik gospodarzy po raz kolejny w tym meczu oszukał defensorów Zagłębia i po raz kolejny znalazł się przed Szmatułą. Bramkarz Zagłębia próbując ratować zespół przed utratą bramki chwycił napastnika Amiki za nogę co nie uszło uwadze arbitra, który po raz drugi w tym meczu podyktował rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Jacek Dembiński, który mocnym strzałem nie dał bramkarzowi Zagłębia najmniejszych szans na skuteczną interwencję.
Tabela: Mecze Punkty Bramki
1. Amica Wronki 2 6 7:2
2. Kotwica Kołobrzeg 2 3 4:6
3. Zagłębie Lubin 2 1 3:44. Górnik Polkowice 2 1 3:5